piątek, 19 kwietnia 2013

SĄDNY DZIEŃ ŁAZIENKI








W międzyczasie między życiem a niebytem wpadliśmy znów w tryb  remontowy. Skierowaliśmy skomasowany atak na łazienkę. Wiedzieliśmy, że będzie trudno ale nie aż tak.  Spiętrzyło się nam wiele trudności mimo, że tak długo się do tego przygotowywaliśmy. Postanowiliśmy trochę zaoszczędzić na jednym by dołożyć do drugiego. Sami odarliśmy ścianę do gołego drewna, wykorzystaliśmy wszelkie materiały, które zostały po budowie i kupiliśmy drewniany dom na bale za  całe tysiąc złotych. To nasz materiał na meble, ramę lustra i obudowę wanny a może i na przyszłą szafę. Zamówiliśmy ręcznie robione kafle by ich bogactwo i niepowtarzalność wynagrodziły nam brak okna w łazience. Teraz zamiast ogrodu będziemy widzieć mieniącą się wodę czy raczej rafę koralową. 

Kiedyś, kiedyś jak usiłowałam skończyć szkołę  fotograficzną postanowiłam, że będę robić rękodzieło. Znalazłam  pomysł na siebie, wyrobiłam odpowiednie certyfikaty i oddawałam dzieła swe wielkopomne do galerii i cepelii. Jak dziś pamiętam jak przyjaciele czy znajomi przychodzili do mnie i kupowali moje wyroby.  To ratowało mnie finansowo bo galerie płaciły  po  kilku miesiącach. W tedy też właśnie obiecałam sobie, że odwdzięczę się im za to co dla mnie zrobili. Pomogli mi ukończyć szkołę.  

Dziś  staram się kupować rękodzieło. Ma ono magię bo człowiek , które  je zrobił włożył w nie marzenia i serce.  Wiem że  nabywając takie małe dzieło sztuki wspieram rozwój artysty tak jak moi przyjaciele wspierali mnie. Gdy pewnego razu odkryłam  ręcznie lepione kafle zakochałam się w nich na zabój. Każdy kafel to wszechświat tworzony z pasją.   Mam nadzieję, że uda mi się stworzyć  oprawę do tego wszechświata godną urody kafli.

Dziś jednak przyszedł sądny dzień remotu. Choć to jeszcze nie koniec to nic już nie będzie trudniejsze. Kafle już  położone. Pominę glazurniczy zgrzyt zębów na tą robotę.  Stolarz  jednak lekko się załamał bo jak żyje  „kornikiem do góry” jeszcze  mebli nie robił.  
 Dziś właśnie dowiózł ramę do lustra  ze 150 kilo wagi.  Ja latałam  z obłędem w oczach i nasilającym się PMS.  We trójkę wtaszczyliśmy tą dziadowską ramę a ja klnąc w żywy kamień wyrzucałam sobie swoje  pomysły na łazienkę które komplikują życie. Na pomoc wezwaliśmy hydraulika  bo chłopak młody i pakuje na siłowni to po co ma  przerzucać powietrze niech sobie lusterko potrzyma.  Cudem i hydraulikiem wszystko udało się zrobić.  PMS zszarpał mi nerwy a rama lustra kręgosłup.  Od dziś może być tylko lepiej.  Będzie co opijać na parapetówie bo już dzwonią telefony z pytaniem na kiedy.

5 komentarzy:

  1. Bardzo klimatyczna i ciepła łazienka :)) Super!!!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciało by się więcej tej łazienki zobaczyć:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Kafle podbiły moje serducho. :) Kapitalna łazienka. Podziwiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz po prostu zrelaksuj się w wannie i zapomnij...

    OdpowiedzUsuń
  5. halo ,halo psze pani ..otrzymała pani właśnie nominację do Liebster Award ..proszę się stawić u mnie i odpowiedzieć na moje pytania względem pani :))))buziaki

    OdpowiedzUsuń